SCENARIUSZ ZADUSZEK – 6.11.09 r. piątek, godz. 17.00
OLA
Był samotnikiem... jak to poeta. Samotnie wędrował po górach, samotnie spacerował ulicami Krakowa, w charakterystycznym kaszkiecie na siwiejącej głowie i z przewieszonym przez ramię chlebakiem. Czasem można go było spotkać na stadionie Cracovii.
MAGDA
Jego poezję klasyfikowano na różne sposoby, pisano o niej z zachwytem, ale i wstrzemięźliwością; okrzyknięto go następcą Gałczyńskiego, by pod koniec życia umieścić w getcie zapomnienia.
OLA
Nigdy nie pracował na etacie, utrzymywał się wyłącznie z pisania wierszy. Ogłosił ponad 50 zbiorków i wyborów poezji, które ukazały się w łącznym nakładzie 700 tysięcy egzemplarzy.
MAGDA
Jerzy Harasymowicz.
Urodził się w 1933 r. Pochodzenie narodowościowe poety było dosyć złożone. Harasymowiczowie mieli korzenie ukraińskie, być może również ormiańskie i tatarskie. Tradycje wojskowe były w tej rodzinie żywe od dawna - to za zasługi wojenne dla I Rzeczypospolitej, ponoć już pod Grunwaldem, otrzymali szlachectwo i nadanie majątku Harasymowicze; mimo polonizacji zachowali świadomość swego ruskiego pochodzenia i greckokatolickie wyznanie.
MARCIN
Przez wszystkie moje księgi
Cwałuje tatarski koń rodowodu
Stąd dzikie świsty
W słów zielonym sitowiu.
Powiewa buńczyk rudych traw.
Pewnego dnia
Przed waszym domem
Tatarski koń
Stanie sam.
OLA
W czasie okupacji rodzina Harasymowiczów nieustannie musiała się ukrywać: przed Sowietami - jako rodzina polskiego oficera, przed ukraińskimi nacjonalistami - jako Polacy.
Po wojnie Jerzy chodził do szkoły powszechnej w Dobrzechowie i w Rzeszowie, natomiast w 1953 r. ukończył Liceum Leśne w Limanowej. Ze szkoły wyniósł świetną znajomość drzew, ziół i dzikich kwiatów, praktykom szkolnym zaś zawdzięczał pierwszą wizytę w Muszynie, którą się od razu zachwycił i która miała odegrać tak ważną rolę w jego życiu.
MATEUSZ
Jeszcze mgły tak skłębione
Że nie odróżniam siebie od lasu
Z daleka górom zielonym
Kłaniam się czapą poematu
Po burzy w spróchniałym pniu
Została czysta liryka
Pływa po niej moja twarz
Na tysiąc liści rozbita
To moje miejsce na ziemi
Jest zawsze wśród zieleni
W dymie jałowców, w ciszy
Nabieram chmur rozpędu
I wywołuję wiersze z lasu
PIOSENKA „W GÓRACH JEST WSZYSTKO, CO KOCHAM”
MAGDA
Już w 1947 r. związał się poeta z Krakowem (wtedy też został kibicem Cracovii), a od 1955 r. zamieszkał w nim na stałe, wówczas przy ulicy Łobzowskiej. Zaprzyjaźnił się wtedy z wybitnym historykiem literatury i krytykiem prof. Kazimierzem Wyką, pod którego kierownictwem samodzielnie uzupełniał wiedzę.
MARCIN
Próby pisarskie podejmował Harasymowicz od wczesnej młodości. Zadebiutował w 1953 r. utworami "Bajka", "Rozmowa łóżek", "Dom" i "Wawel", zamieszczonymi w "Życiu Literackim".
Jednak dopiero w grudniu 1955 r. został zaprezentowany na łamach "Życia Literackiego" w doborowym towarzystwie innych debiutantów Mironem Białoszewskim, Zbigniewem Herbertem, Bogdanem Drozdowskim, Stanisławem Czyczem.
MATEUSZ
W roku następnym ukazał się w Warszawie pierwszy tom wierszy poety pt. "Cuda". Wywołał on swą odkrywczością w organizacji materii artystycznej żywe zainteresowanie krytyki literackiej Uznano "Cuda" za jeden z czterech najważniejszych debiutów przełomowego dla literatury polskiej roku 1956, a autora zbiorku - za jednego z najważniejszych przedstawicieli tzw. pokolenia '56.
MAGDA
Pierwsze tomy wierszy oceniane wysoko przez krytyków, przyniosły pisarzowi opinię "poety baśni", zorientowanego na powrót do dziecięcego widzenia obrazów; fantazji, nacechowanej wyjątkową wrażliwością.
OLA
Lasy czyste, przejrzyste, oczyszczone z radości, ze smutków
Po drabinkach gór idą w mgłach do nieba powolutku,
A na jednym z drzew ostatni listek się czerwieni,
Jak latarka zawieszona na ostatnim wagonie jesieni.
MARCIN
Za oknami w zasiekach nagich gałęzi czapka zachodu się czerwieni
A niżej miasteczko obszarpane, zabłocone, ale na ramionach z purpurą liści
W dach domu korale jarzębiny biją mocno
A przed domem modrzew jest
I wokół niego myśli tańczą
I wokół śpiewają.
PIOSENKA „WIDZIAŁAM WIATR O SIWYCH WŁOSACH”
MAGDA
Harasymowicz, od czasu sławnego debiutu zamieszkały w Krakowie, był piewcą geograficznych i kulturowych przedmieść, manifestował swe oddanie małym krainom, zwłaszcza rejonowi Sądecczyzny. Okolice Muszyny, Popradu, Jaworek - nazwane "krainą łagodności", stanowiły dlań oazę spokoju i harmonii, niezbędną poecie - samotnikowi, a trudno osiągalną pośród wielkomiejskiego zgiełku. Ta ojczyzna z wyboru stanowiła dla pisarza naturalne, autentyczne królestwo wyobraźni.
OLA
Oto droga przez sam środek jesieni
Pod liści złotym tunelem
Dopala się wzgórze nad Popradem
Pachnie polskim zasuszonym zielem.
Snuje się tu moja duszyczka sowia
Zbiera przyprawy do swojej baśni
Zbiera czerwony pieprz października
Ostre piołuny goryczki i dziurawce.
MAGDA
Coraz mniej jest liści w złotym wieńcu słońca
Dni całe spędzamy na pożar lasów zapatrzeni
I zdaje mi się, że jestem księżycem co w lisiej czapie biegnie
I powoduje coraz większy przybór jesieni
I szyby stoją w deszczu jesiennego strzałach – jak święty Sebastian
I wszystko zamazane w życia mego gorzkim popiele
MARCIN
Ot, siedzę z kotem na rękach...
Za oknem świerszcze trzeszczą
Jak w piecu stara choina
A ja tak siedzę
Gazetę czytam
I jak całkiem już kurzem obrosnę
To ulecę
KASIA
Przychodzą mody poezji
Jedna za druga
Coraz to nowy wyskakuje
Znachor słowa
Ja
Czekać mogę długo.
Ręce wetknąłem za las
Jadę wozem roku powoli
Moja moda to nieba koszula
Rozpięta szeroko
Na ulewy i mrozy.
PIOSENKA „DROGA DO LELUCHOWA”
MAGDA
A jednak w miarę wydawania kolejnych tomików poetyckich świat Harasymowicza ulega zmianom. Mityczna "kraina łagodności" ukazuje swoje mroczne, ukryte dotąd wnętrza; poeta - co ważne - i tym razem nie kreuje, ale zaledwie odkrywa, ujawnia rzeczy nie zawsze widoczne na pierwszy rzut oka. Kraina łagodności, przestaje być sielanką.
KASIA
Taki sen miała topola
Sen nad ranem
Coś ją gnębiło, gnębiło
Wojna jej się śniła
A to tymczasem
Tuż przy topoli
Listki jej muskając prawie
Przeszli drwale
OLA
maki bardzo się kłębią
maki bardzo się burzą
jak serce kiedy czasem
wierszy w sercu za dużo
I grzmi jakby sypał śliwy
Do ruskiej cerkwi górski bóg
I całą chciwość dziadka
Wytrząsa wichura z głów.
Wiatr niesie z gór zaświatu zieloną chustę poematu
MATEUSZ
Bo nie ten blady księżyc
Lecz burza napędem wierszy
Nad domem znaki płomienne
Nad domem znaki tajemne
Mój los z wnętrzności nieba wróżą
Błyskawic palce długie.
KASIA
Potrzeba dotknięcia, przeżycia, oswojenia rzeczywistości czyniła Harasymowicza podobnym renesansowemu humaniście, wiernemu zasadzie: "Nic, co ludzkie, nie jest mi obce"; paradoksalnie, pomimo różnorodności, bujności przeżyć, w poezji tej równie często widoczny był motyw samotności, twórczego wyobcowania, melancholii, wynikającej ze świadomości istnienia.
PIOSENKA „JESIENNA ZADUMA”
OLA
Twórczość Jerzego Harasymowicza to wielka pochwała codzienności i zwyczajności. Tematem swoich utworów autor uczynił sprawy tak banalne i wydawałoby się niegodne poezji jak parzenie herbaty czy wizyta gości.
MARCIN
Przyszli wujostwo
Zaścielili tyłkami krzesła
Siedli jak w kinie
To dopiero będzie
To się napatrzą na artystę ...
A u mnie ot, jeden z tych dni
Z głębi tygodnia
Pióro biega przy świecy
I żadnych sensacji
Żadnej szafy gadającej ludzkim głosem.
Wuj zawiedzony,
Zawiedziona wujna,
Na stole mleko i chleb
Jak u pierwszych chrześcijan.
W kałamarzu rzeczywiście – atrament,
Na stole rzeczywiście – papier,
Nie chodzę na rękach, nie ma ani karłów
Ani kobiety z brodą.
Wiesz co – mówi wuj -
To my już pójdziemy.
GRACJANA
Kiedy nikogo nie ma
Kiedy wszyscy wyszli
Sprzęty biorą laseczki
I cylindry
Spieszą się na pociąg
Składają sobie ukłony
Pytają o pogodę
Bawią się w ludzi.
Sam widziałem jak sześć krzeseł
Ze śpiewem niosło stół na ramionach
MATEUSZ
Poezja ta przepełniona jest wiarą w dobroć ludzkiej natury, sporo w niej wyrafinowanego żartu i dobrotliwej ironii.
MARTA
Dziadku znowu poszliście kraść śliwy
I to w kościelnych butach!
Żebyście choć wzięli buty codzienne.
Rzeczywiście - mówi dziadek
Co im przyszło do głowy?!
Tym butom kościelnym?!
Tyle się nasłuchały księdza
Tyle się nastały
I poszły
MARCIN
Przy wielkanocnym stole dziadek płaci barankowe
Babcia mówi: były trzy baranki
W tym jeden przedwojenny w koronie
Postawiłam na stole - znikły
Dziadek mówi: wzniósł się w szat szkarłacie
Poobalał straże
To chyba jasne?
Na to babcia:
Takiego jak ty łakomca
Nie zna korona polska
Co takiego?
Dziadek odwraca się powoli biały jak cukier
MAGDA
Poetycką ojczyzną Harasymowicza był baśniowy "kraj łagodności", zaś centrum tego świata stanowił dom:
MARCIN
Ten dom niedługo pewnie zwalą
Tak jak się gniazda zwala wronie
Co jest na strychu tego domu
Dopiero koniec świata powie
Przed domem na stawku jak łabędzie
Chimery pływają białe, czarne
I lekko szczypią nasze dłonie
MAGDA
Mój dom
To kartka papieru
Zabudowana słowami.
Teraz – jesienią
Mknie nad nią
Tylko
Dym pióra.
LUCYNA
Harasymowicz dał się poznać także jako autor pięknych liryków miłosnych.
Na Twym sercu
ta miłość leży czysta
jak lodu szybka
I widać przez nią każde
serca poruszenie
I wiem już
I Ty wiesz
Że żadne przysięgi
pisane na klęczkach
I żadne serafiny
gnieżdżące się w koronie Stworzyciela
Nie sprowadzą nas
na ziemię
PIOSENKA „W MARCU NAD RANEM”/”ZIMA”
OLA
Czytelnicy, przyzwyczajeni do neutralności, czy nawet programowego odcinania się poety od spraw bieżących, ze zdumieniem czytali w 1984 roku cykl jaskrawo agitatorskich politycznie wierszy.
MARCIN
Pożegnałem się z kurną liryką gór
Moje wstąpienie do rewolucyjnej wyobraźni
Jest
nieodwracalnym
faktem !
OLA
Tak pisał poeta w wierszu "Moje wystąpienie". Za poparcie reżimowej władzy stanu wojennego płacił w późniejszych latach towarzyskim i literackim bojkotem. W czasach politycznych procesów opozycji, Harasymowicz współpracował z pismami, związanymi z ówczesną władzą, mówiąc w jednym z opublikowanych wówczas wywiadów:
MARCIN
"Uważałbym za niemoralne drukowanie w wydawnictwach „podziemnych”. Nie jestem pupilkiem władzy, lecz nie będę też niczyim innym pupilkiem (... ). Jeśli więc władza mnie nie bojkotuje, nie bojkotuję i ja władzy. Żyję z pisania wierszy, które są niezależne historycznie, społecznie. Ludzie kupują je bez przeinaczeń, bez skreśleń. W imię czego mam uprawiać bojkoty? Moje córki zamiast w butach, nie pójdą do szkoły w bojkotach".
OLA
Tych deklaracji nie potrafiono wybaczyć Harasymowiczowi już do końca, chociaż wielokrotnie odcinał się później od swych wypowiedzi z tamtego okresu. O jego twórczości z lat dziewięćdziesiątych pisano rzadko i jakby niechętnie. "Kraina łagodności" stała się wyludnionym zaułkiem osamotnienia.
MAGDA
Po raz drugi zakładam zielnik wierszy
Piszę... piszę...
I coraz bardziej poznaję
Choć się złotymi liśćmi
Zakryć to staram
Zaszumieć lasem
Że to już - kochany - nie zielnik
Że to już życia popielnik.
KASIA
Co tak szeleści w tych zaroślach jesiennych?
Gorączkowo pakuje coś w wielki papier?
To bawią się w świat
Do góry nogami ptaki.
Co tak szeleści w kącie pokoju, zapisuje coś na świstkach?
MARCIN
To ja.
Mój dom to kartka papieru zabudowana słowami
Teraz, jesienią
Mknie nad nią
Tylko dym.
Nic nie mam...
Zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem
Nic nie mam ...
Żyję z naturą
Jak ten wiatr przelotny
Na liści wiarę
PIOSENKA „W LISTOPADOWYM LESIE”
MATEUSZ
Wiersze Harasymowicza - szczególnie te, w których opisywał dzikie zakątki Beskidów i Bieszczadów oraz czerpał z ginącej kultury Łemków - stały się inspiracją dla twórców z kręgu tak zwanej "poezji śpiewanej". Możemy usłyszeć je w wykonaniu wielu zespołów, np. Wolnej Grupy Bukowina czy zespołu Dom o Zielonych Progach.
KASIA
Ukochanym, magicznym miejscem poety były Bieszczady.
OLA
Poeta mówił: W górach jest wszystko, co kocham
Wszystkie wiersze są w bukach
Zawsze, kiedy tam wracam
Biorą mnie klony za wnuka.
LUCYNA
Wierzę że buczyna
do której brnąłem po kolanach w liściach
do której serce przylgnęło jak huba
która była mi
szumiącą dobrym słowem
matką
Wierzę
że ta buczyna
wstawi się kiedyś
za mną
MATEUSZ
Natomiast w swym poetyckim testamencie - wierszu zamykającym ostatni jego zbiór "Miłość w górach" – napisał:
Kiedy jak buki na mróz serce mi pęknie
połóżcie mnie na wóz z widokiem na Bieszczady.
Na wielki pożar gór, na wielką jesień
Którą sam roznieciłem pisaniem
Niech ten wóz sam jedzie w zawieję liści,
Niech tam na wieki zostanie.
KASIA
Rodzina potraktowała to jako wyznanie przez twórcę pragnienia, by pozostać w Bieszczadach na zawsze, jako jego ostatnią wolę, której należy uczynić zadość.
Jerzy Harasymowicz zmarł po ciężkiej chorobie 21 sierpnia 1999 r. w Krakowie. Jego prochy rozsypano 19 września 1999 r. nad bieszczadzkimi Połoninami, a symbolicznym grobem poety jest pomnik w kształcie bramy na Przełęczy Wyżnej.
Poeta został w swych ukochanych Bieszczadach na zawsze.
PIOSENKA „ZOSTANIE TYLE GÓR”
Autor: Grażyna Goralewska