Niezadowoleni istnieli, istnieją i będą istnieć zawsze. Fala tego niezadowolenia wzrasta szczególnie w okresie podawania do wiadomości zainteresowanych wyników sprawdzianu, egzaminu gimnazjalnego i matury. Jak co roku właśnie teraz poszczególne OKE bombardowane są wnioskami o umożliwienie wglądu do prac maturalnych. Media pełne są doniesień o rażących błędach egzaminatorów, absolwenci szkół ponadgimnazjalnych, rodzice i nauczyciele protestują przeciw fatalnemu, według nich, poziomowi merytorycznemu egzaminatorów. Jaka jest prawda? Co można zmienić?
Na etapie przygotowania pytań
Bardziej profesjonalne testy. Pamiętamy doskonale ubiegłoroczne błędy CKE, a i o tegorocznych pytaniach z niektórych przedmiotów dałoby się wypowiedzieć krytycznie. Słaba standaryzacja testów, zmienianie kryteriów w ostatniej chwili – to tylko niektóre z bolączek tego systemu egzaminacyjnego.
Inny problem dotyczy tak zwanych „kluczy odpowiedzi” Na różnych forach internetowych wypowiadają się egzaminatorzy, którzy byli w tym roku zbulwersowani kluczem oceny części humanistycznej egzaminu gimnazjalnego, gdzie znalazł się chociażby taki „kwiatek”, jak wyzerowanie streszczenia tekstu, jeżeli znajdowały się w nim błędy ortograficzne.
Kolejny problem, powstający na etapie przygotowania matury to jej poziom. Średni inteligentny uczeń gimnazjum dałby sobie zapewne radę z maturalną charakterystyką postaci, nieuwzględniającą na dodatek kontekstu całości utworu, a opierającą się tylko na zamieszczonych w arkuszu fragmentach. Poziom egzaminu z matematyki – żenujący, co nie zmienia faktu, iż matematyka przez wielu nie została zdana, ale to już efekt wprowadzenia jej „na siłę” do egzaminu maturalnego.
Z poziomem matury wiąże się jeszcze jedno. Przerażeni skalą zjawiska przepisywania prac maturalnych na pisemnym języku polskim wprost z Internetu fachowcy z CKE zrzucili oczywiście winę na zespoły nadzorujące, nie biorąc zupełnie pod uwagę faktu, że wystarczy formułować bardziej problemowe tematy, a nie takie, które są dostępne na praktycznie każdej internetowej stronie z opracowaniami czy po prostu ściągami. Proste, ale jednocześnie zwiększające trudność i tak śmiesznie prostego egzaminu.
Konieczność likwidacji egzaminu ustnego z języka polskiego w aktualnie obowiązującej formie to następny postulat wszystkich tych, którzy są w ten egzamin w jakiś sposób zaangażowani. Punktowane konsultacje nauczycieli, które w pierwotnych założeniach miały być częścią matury z języka polskiego i sprawdzać przygotowanie oraz samodzielność pracy uczniów zginęły w mrokach niepamięci z prozaicznych powodów finansowych. W rezultacie doprowadziło to do parodii egzaminu. Duża część uczniów po prostu kupuje prace, których uczy się na pamięć. Co sprawdza taki egzamin? Jest to raczej pytanie retoryczne.
Na etapie sprawdzania i weryfikacji
Tegoroczne sprawdzanie matur odbywało się pod hasłem oszczędności. W jej ramach zaniechano szczegółowej weryfikacji prac przez tak zwanych egzaminatorów powtórnego sprawdzania, czyli po prostu weryfikatorów. Zwiększa to zakres odpowiedzialności samych egzaminatorów, którzy w większości są ludźmi naprawdę rzetelnie przygotowanymi do swojej pracy. Jednak każdy popełnia błędy i zaniechanie powtórnej weryfikacji (bo trudno nią nazwać sprawdzenie przez weryfikatorów dziesięciu procent prac danego egzaminatora) na pewno przyczyniło się do zwiększenia ilości pomyłek.
Nie da się ukryć, że egzaminatorzy nie pracują za darmo. Ilość nie zawsze, przechodzi w jakość. Niestety, ciągle dochodzą odgłosy o „walkach” o jak największą ilość prac do sprawdzenia. Olbrzymia w tym wszystkim rola przewodniczących zespołów egzaminatorów, którzy w imię dobrze pojętej jakości pracy grupy nie powinni do takich walk dopuszczać. Oni także najlepiej znają egzaminatorów i mogą się wypowiadać o jakości ich pracy.
Czy naprawdę nie można pożegnać się z tymi egzaminatorami, którzy popełniają rażące błędy? Przecież OKE co roku, przy okazji wglądu do prac przez maturzystów, doskonale wie (lub może wiedzieć), kto podpisał się pod daną pracą swoim imieniem i nazwiskiem. Czy nie można wprowadzić przepisu, pozwalającego na skreślenie z listy egzaminatorów osoby, która kilka lat z rzędu nie może sobie poradzić z rzetelnym sprawdzaniem? Może, jak proponują niektórzy, za pierwszym razem ostrzeżenie i odgórne ograniczenie liczby prac do sprawdzenia w roku następnym pod czujnym okiem weryfikatora, a za drugim – pożegnanie?
Swoją drogą, egzaminator nie jest w ogóle informowany o rzetelności swojej pracy. Może w niektórych przypadkach wystarczyłoby poinformować go w formie pisemnej, że w danym roku uczniowie, po uzyskaniu wglądu do pracy, wnieśli zastrzeżenia, które zostały uwzględnione, w na przykład dziesięciu pracach. Osobiście, jako egzaminatora, taka informacja bardzo by mnie interesowała.
Egzamin gimnazjalny to jak wiemy część humanistyczna i matematyczno-przyrodnicza (o językowej na razie nie wspomnę), ale prace sprawdzane są przez nauczycieli różnych przedmiotów. Nie ujmując nikomu, nie da się uniknąć sytuacji, w których biolog lub chemik będzie miał problemy z oceną zadania matematycznego, a historyk pomyli błąd językowy ze stylistycznym, bo takie rozgraniczenie wprowadzono w ocenianiu dopiero w tym roku.
Na etapie opracowywania wyników i ich udostępniania
Brak jawności rodzi nieufność. Zawsze, a być może szczególnie w naszym kraju. Ciekawe czy kiedyś ktoś w końcu przestanie histerycznie bronić tej tajności kluczy odpowiedzi i wszystkiego, co z egzaminowaniem zewnętrznym związane? Jasne dla wszystkich kryteria oceniania wiele by wyjaśniły. Tyko – niestety – wracamy do punktu wyjścia nie ma na przykład w języku polskim czegoś takiego jak całkowita obiektywizacja oceniania kryterialnego wypracowania. Ale to już materiał do całkiem innych rozważań.
Zaznajomionego trochę z metodologią wszelkich badań i opracowań zastanawiać musi, a może raczej śmieszyć, analizowanie, wydawanych co roku przez CKE, wyników egzaminu maturalnego, gdzie szukanie „na siłę” punktów przez egzaminatorów doskonale obrazują krzywe Gaussa. Ciekawe tylko, dlaczego w tych krzywych widnieje dziwna „dziura” w miejscu, gdzie na wykresie pojawia się próg zdawalności egzaminu z danego przedmiotu? To po prostu kpina z naukowego jakoby opracowania, na dodatek wskazująca na manipulację wynikami.
Podsumowując, nie dziwią protesty. W jednym z nich krakowscy nauczyciele proponują, by część humanistyczną egzaminu z języka polskiego oceniali wyłącznie poloniści i by egzaminator, który popełni błąd w ocenie pracy był odsunięty. Dyrektorzy domagają się możliwości wglądu w prace uczniów, by na tej podstawie ocenić nauczycieli. Czy ten ostatni pomysł należy do najlepszych?
c.d.
Małgorzata Rykowska - Zywert
Autorka jest absolwentką pedagogiki opiekuńczo – wychowawczej i filologii polskiej UAM w Poznaniu. Nauczyciel dyplomowany z dwudziestoletnim stażem pracy jako wychowawca internatu a następnie nauczyciel języka polskiego w Zespole Szkół w Sierakowie. Egzaminator CKE części humanistycznej egzaminu gimnazjalnego i matury z języka polskiego. Członek OSKKO. Prywatnie matka „podwójnych” czternastoletnich koszykarzy i czteroletniej Zosi.
>> Skomentuj na forum